środa, 1 marca 2017

Koniec

Ech... Podlesie miało swój czas. Lecz nawet największy blog kiedyś umrze. Tak stało się też dziś. Podlesie umarło. Lecz śmierć czegoś to początek czegoś nowego. 
Bloga tworzyli: Acacia, Another, Azalea, Blame, Cashmir, Cole, Haze, Jack, Karo, Layla, Nataniel, Opal, Rave, Renn, Rozalia, Saphira, Sarina, Silver, Talon, Tomoe, Vektrum i Yuu.
Dziękuje wszystkim za prawie cały rok spędzony na tworzeniu bloga!

...

Po wielu latach w Podlesiu zapanował spokój. Wojna pochłonęła życie wielu stworzeń - i tych dobrych i tych złych. Dwie rasy zjednoczyły się. Wilki i jelenie są teraz sojusznikami. Tak! Tego brakowało! Kluczem do rozerwania bariery była współpraca obu ras!
Po raz pierwszy byliśmy naprawdę wolni.  Po raz pierwszy w naszym gronie panował spokój. 
Lecz... Początki były fatalne. Gdzie się nie pojawiliśmy sialiśmy panikę i lek, sami bojąc się o przyszłość. Po naradzie starców postanowiliśmy, że  zostaniemy w Podlesiu, gdzie nowa bariera nie przepuszcza stworzeń niemagicznych. Po paru miesiącach próśb i błagań niektórzy zostali przydzieleni do nowej grupy jeleni ( bo wili siały panikę ) która ma na celu zbadanie i próbę życia na zewnątrz. 

Od tych zdarzeń minęło już 10 lat, w Podlesu jak i na górze sprawy idą w miarę dobrze. choć coraz częściej przychodzą wiadomości o tym, że ludzie byli widziani na górnych terenach Podlesia. 


Napisałam to ze względu, że chce skończyć choć jednego bloga - nie zostawić go na śmierć nie kończąc go. Tak więc blog został skończony. 
Mam nadzieję, że kiedyś powróci [ co mam nawet w planach]

środa, 1 lutego 2017

Od Cashmir

Powoli kroczyłam, uważając na gałęzie i korzenie aby nie poplątały mi grzywy, choć miałam warkocz i ledwo co stykały się z ziemią, to jednak... Przechodziłam sobie mostami ułożyłonych z korzeni. Pachniało pięknie. Jeszcze trochę i będę blisko stada.
***
Powodowałam blisko Alfy, choć w sumie i tak nie było nic ciekawego do roboty. Gdy tylko zauważyłam Alfe lekko się ukłoniłam. Okazuje szacunek choć niczym się nie różni prócz tego, że jest Alfa Jednym z najważniejszych. Przez chwilę byłam przy Alfie,ale potem poszłam gdzieś. Szukać ciekawego szlaku, ciekawego zajęcia. Nim się spostrzegłam wylądowałam w jakimś nietypowym miejscu nie byłam tu jeszcze.
Słyszałam szelest, łamanie gałęzi podskoczyłam, odrobinę się wystarczyłam. Nie miałam odwagi się odwrócić, nawet uciec stałam i czekałam na rozwój zdarzeń...
- Rusz się, albo tak skończysz.. - Powiedziała moja podświadomość.
- Nie bój się - tym razem, to nie była moja podświadomość tylko ktoś za mną, odwróciłam się bardzo powoli. Ujrzałam....

Ktoś?

niedziela, 29 stycznia 2017

sobota, 7 stycznia 2017

Od Karo cd Haze

Przez moment wpatrywałam się w osobniczkę, którą napotkałam dwukrotnie. Miałą ona jasne, fioletowe oczy, w których nie mogłam dopatrzyć się źrenic. Obca miała jasno zielony kolor, ale na brzuszku , krańcu ogona, uszach, i wokół oczy było one niebieskie. Nie kojarzyłam jej, ale możliwe, że po prostu zaczęła mi szwankować pamięć.
- Musi coś koniecznie być?-Zapytałam beznamiętnie, głosem, który nie wyrażał żadnych uczuć. Nie przepadałam za obcymi, ale podobał mi się strach, jaki rejestrowały uniesione uszka i najeżona sierść. Zastanawiałam się, jakie mogły być zamiary nowo przybyłej?
- No, nie wiem.-Mruknęła, również mi się przyglądając.- Raczej nie przyszłaś tutaj za mną przypadkiem.
- Racja.-Skinęłam głową. Właściwie, to wracałam właśnie do domu. Poprzednią noc spędziłam u Cashmir, gdyż trochę posprzeczałam się z Silverem, ale miałam nadzieję się dzisiaj z nim dogadać. Tyle, że nie mogłam przepuścić obcej przez granicę, nie znając jej zamiarów.- Jestem betą watahy, na której terenie teraz przebywasz. Pytanie jest proste: Co tutaj robisz? Istnieje opcja, że po prostu nie rzuciłaś mi się wcześniej w oczy, ale mam obowiązek to skontrolować.

<Haze? Przepraszam, trochę czekałaś :/>

Od Karo cd Silvera

Spojrzałam na łanię z wyższością, pomimo tego, że to ona przewyższała mnie o kilka centymetrów.
- Nie doceniasz mnie.-Odparłam stanowczo, stając wprost przed waderą.- Nie zamierzam jednak walczyć bez celowo.-Oznajmiłam z dumą.
- Ach, tak?-Prychnęła, przypatrując mi się tak, jak niewinnemu barankowi, który nie byłby w stanie zaproponować jej niczego sensownego. Myliła się.
- Oczywiście. Jeśli wygrasz, nasze leniwe tyłki ruszą się stąd i więcej nas nie zobaczysz.
- I tak byście to zrobili.-Odparła znudzona, po chwili jednak wręcz prześwietliła mnie spojrzeniem.- Ale czegoś chcecie, prawda?
- Naturalnie. A wraz z naszym pechem potrafimy być bardzo upierdliwi. Chyba..że dostaniemy to, czego chcemy.-Uśmiechnęłam się szeroko.Łania przez moment przyglądała mi się, po czym skinęła głową.
- Więc, postanowione. Dostaniecie, czego pragniecie, jeśli mnie pokonasz. Sama.-Szczerze? Poszło łatwiej, niż myślałam. No, o ile nie kłamała.
- Oczekuję przysięgi. Na rzekę Styks.-Powiedziałam, niesamowicie stanowczo. Łania zaśmiała się w niemiły, złowrogi sposób. Spojrzała na mnie, jak na ostatnią idiotkę, ale na mojej twarzy zastygła kamienna powaga.
- Wierzysz w greckich Bogów?-Nie potrafiła ukryć swojego zdziwienia. Bardzo nie podobała mi się owa strata czasu, ale skinęłam głową.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo.-Po przygodach w towarzystwie tamtych tworów skłamałabym, mówiąc, iż nie wierzę w ich prawdziwość. Ta wiara zostanie ze mną i Verktrumem aż do grobowej deski, albo i kilka dni dłużej. Widziałam w oczach łani iskry rozbawienia. Nie ukrywam, iż były one denerwujące, zachowałam jednak spokój.
- Świetnie, przysięgam na rzekę Styks. Walczmy.-Uśmiechnęłam się pod nosem. Nie potrzebowałam większej zachęty, gdy jednak tylko ruszyłam, pod moimi nogami wyrósł gigantyczny bąbel. Taki sam urósł pod nogami łani. Po chwili dotarło do mnie, że obie mkniemy w górę, a bąble wręcz nas otaczały. Nie żartowała, mówiąc, że walczymy same. Świetnie, pomyślałam. Ostatnim razem Silver za często brał walkę na siebie, a ja nie miałam nawet okazji, aby się wykazać. Nie podobało mi się to. Tym razem było zupełnie inaczej. Spojrzałam w dół, gdzie byk wpatrywał się we mnie jednym okiem. Wystawiłam mu język, i nawet nie patrząc na jego reakcję odwróciłam się w stronę łani. Ta już parła w moim kierunku. Nad jej głową falowała czerwona kula energii. Były to falowane kreseczki, goniące się wzajemnie i plączące ze sobą. Nie miałam pojęcia, co miało to przedstawiać, acz pisk Molly uświadomił mnie, że nic dobrego. Rozpłynęłam się tuż przed łanią, przez co ta uderzyła w ścianę bąbla.
- Szlag by cię..-Wymruczała. Pojawiłam się i uniosłam ją vectorem za kopyto.
- Dzień dobry!-Zawołałam tak radośnie, na ile było mnie stać. Czyli właściwie bez żadnego entuzjazmu.
- Cze.-Mruknęła, kiwając się. Całe jej ciało zapłonęło, a ja zdziwiona ją upuściłam, czując w vectorze dziwne kłucie. Co jest? Rzadko kiedy bolą mnie vectory!
Rzuciła się na mnie gwałtownie, całą swoją płonącą osobą. Płomienie ognia lizały moje ciało, a ja miałam wrażenie, jakby to miało zaraz wyparować. Bolało cholernie, szczególnie, że napastniczka zaczęła okładać mnie po pysku kopytami. Ale, niech sobie nie myśli! Ponownie się rozpłynęłam, a wokół mnie zawirowało trzynaście błyszczących kawałków lustra. Oddaliłam się możliwie od przeciwniczki, która zdążyła już się podnieść, i lunęłam w jej stronę deszczem szkła. Początkowo, tak jak ja w przypadku ognia, nie wiedziała, co się dzieje, i przez moment dała mi się atakować. Po chwili wytworzyła jednak tarczę, od której lustrzane odbitki wystrzeliły w moim kierunku. Nim się rozpłynęłam jeden z nich rozciął moje ucho. Przez moment tkwiłam w cząsteczkach atmosfery, obserwując poranioną łanię. Udało mi się coś jej zrobić, ociekała krwią! Wiedziałam jednak, że to nie wystarczy. Jeszcze nie.
Pojawiłam się przy niej, mocno uderzając ją kopytem. usłyszałam strzyknięcie, jakbym uderzyła w pustą w środku ścianę. Nieznajoma uśmiechnęła się z satysfakcją. Ból rozsadzał moje ucho, a sierść była zwęglona. Zawsze mogło być gorzej, acz nie wiedziałam, ile wytrzymamy w tej różowej strukturze. Nie zważając na jej uśmiech rzuciłam się na nią. Bąblem parę razy obróciło, a łania ponownie zapłonęła, zauważyłam jednak, że mimo iż jej ogień wywołuje silny fizyczny ból, nie przebija się przez moje ciało. Mogła mnie skrzywdzić, ale nie umiała zabić. Doprawdy ciekawe.
Dzielnie znosiłam płomienie, które paliły mnie z każdej strony, i wymierzyłam jej kilka ciosów. Wymruczała coś zdenerwowana, a bąbel pękł. Obie zaczęłyśmy spadać w dół z ogromną prędkością, a ja nie wiedziałam, co to może oznaczać, i czy za chwile nie pożegnamy tego świata..

<Silver?>

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Od Silvera cd Karo


Silver odwrócił się w stronę nieznajomego, a raczej nieznajomej, bo nie dostrzegł poroża. Nie dało się jej nie zauważyć. W powietrzu wyczuł nowy ale nieprzyjemny zapach. Wychudzona łania podeszła do nich, teraz mógł dostrzec szczegóły. Każdy jej krok był pewny i stanowczy. Jej kopyta pobrzękiwały jakby były zrobione z żelaza. W pysku trzymała strzałę zabrudzoną krwią. Jeleń zastanawiał się czy przyszła może ich dobić, bo w sumie to już przypominała śmierć. Było w niej coś co mu się podobało.
Patrzyła złowrogo a jej szorstka sierść poruszała się mimo braku wiatru. Wiedźma? Wypluła strzałę pod nogi Karo. Teraz zauważył, że łania była ranna, więc to sobie wyrwała strzałę. Może ona mogła go pozbawić róży-pasożyta.
- Po co tu przyleźliście?- Warknęła wchodząc między nich i oglądając przybyszy zrobiła kółko. Żyraf schował się w trawie.
- Może grzeczniej?- Karo odwarknęła szykując wektory. Atmosfera zrobiła się tak ciężka, że można było pewnie kawałek odkroić łyżką. Nawet czas zdawał się nie mieszać. W tej chwili Silver jednak myślał co by się stało gdyby łanie się pobiły. Na przykład w takim kiślu malinowym...
- Nie prosiłam tutaj żadnych kłopotów.- Czerwonooka spiorunowała wzrokiem Karo.- A wy przynosicie ich ponad miarę. Nie chcę abyście tu zostawili swojego pecha.
- Dobra dziewczyny, nie kłóćmy się.- Silver wtrącił się w ich wymianę spojrzeń.- Tylko tędy przychodziliśmy.- Spojrzał na Karo, która zaczęła już mamrotać jakieś przekleństwa. Czerwonooka spojrzała jednak na nich z odrazą. Czuł jak jej wzrok zatrzymał się dłużej na kwiecie. Silver dopiero teraz dostrzegł zmianę krajobrazu. Dookoła nich wyrosło coś na podobieństwo złomowiska.
- Tak paskudnych przypadków jeszcze nie widziałam...
- Zejdź drogi, oczy jej wydrapię...- Karo zatrzepotała skrzydłami. Silver zszedł jej z drogi.
- Proszę bardzo...
- Nie odważysz się.- Wiedźma uśmiechnęła się szyderczo.

<Karo? :3 >

środa, 21 grudnia 2016

Od Karo cd Silvera

Przez jeszcze chwilę tarzałam się wesoło w trawie, wraz z Silverem i Żyradem, śmiejąc się, po chwili jednak spoważniałam, i z gracją podniosłam się na równe nogi.
-Co się stało? -Silver spojrzał na mnie, lekko zbity z tropu tą nagłą zmianą nastroju. Spojrzałam na niego czule, wbrew mojej woli wzrok skupił się jednak na kwiecie. Był piękny, nawet bardzo. Ale równie, co pięknem moje oczy, napawał mój umysł niepokojem.
-Musimy się dowiedzieć, gdzie jesteśmy.-Odparłam zwięźle, lekko pochylając się nad jadal leżącym partnerem, i wahając kwiatek. Jego zapach był przesączony krwią, zarazem jednak-słodki. To musiała być dziwna scena, łania wąchająca oko byka. Ale cóż. Nie co dzień ma się kwiat za oko.
-Po co?-Jego głos przypominał trochę dziecko, zapewne był to celowy grymas. Mimo całej poważnej aury, jaką starałam się otoczyć, poczułam cień uśmiechu na swoich wargach.
-Nie zamierzasz chyba zostać kwietnikiem?-Zapytałam, cmokając go w czoło. Żyraf zamerdał ogonem, uderzając tym samym kilkakrotnie w moją nogę, to też odepchnęłam go lekko vectorami.
-To faktycznie nie jest przyjemna wizja..-Powiedział, podnosząc się, i odrzucając grzywę za siebie. Czarne owłosienie spłynęło po jego karku, niczym woda, z tą różnicą, że ta nie zastygła by w miejscu, kotwicząc się cebulkami włosków. Po chwili jednak Silver uśmiechnął się znacząco.-Musisz jednak przyznać, że byłbym ponętnym kwietnikiem!-Zaśmiałam się cicho, słysząc to, a mój śmiech wzmnożyły tańczące brewki Silvera.
-To Ty to powiedziałeś.-Odparłam, lekko go trącając, i ruszając przed siebie. Po chwili partner odstąpił mi kroku, a za nami wesoło biegł Żyraf.
-Ale Ty nie zaprzeczyłaś!-Zauważył z uśmiechem.
-Jakbym śmiała!-Powaga prysła, i uśmiech postanowił osiedlić się na moich wargach na dłużej, to samo zresztą uczynił w przypadku byka. Mimo jednak pozytywnej atmosfery cały czas bacznie obserwowałam teren, jak gdyby chcąc zrozumieć, gdzie się znajdujemy. Było tutaj dużo drzew o zaostrzonych liściach w kolorze intensywnej zieleni. Na co po niektórych dostrzegłam pomniejsze owoce. Wokół latały ptaki, dzięcioł stukał w drzewo, ale niczego znajomego. Nagle za nami rozległo się wołanie.
~Molly, nie rób sobie żartów.-Warknęłam do mojej widomowej przyjaciółki, widziałam jednak w myślach, jak kręci głową.
~To nie ja! Zresztą, Silver się odwrócił? -Spojrzałam na bok i dostrzegłam,  że partner faktycznie spojrzał w tamtym kierunku.
-Kto to?-Zapytałam, również się odwracając. Za nami nie znajdowała się już droga, którą przyszliśmy, wszystko wokół otoczył las, a nie znany mi jeleń przyglądał się naszej dwójce bacznie. Odchrząknęłam, po czym zapytałam donośnym, ostrym głosem.-Czego chcesz?
<Silver? C:>

Od Silvera cd Karo

Teraz chyba ni nie mogło ugasić jego entuzjazmu. Ani głupi kwiat, ani armia demonów. A roześmiana Karo która wpadła w kępę trawy tylko to podsyciła. Przebiegł jedno kółko dookoła niej aby się nieco uspokoić. Wciąż jeszcze lekko nie dowierzał w odpowiedź Karo. Upadł w soczyście zieloną trawę obok niej śmiejąc się. Leżeli przez chwilę w trawie, patrząc sobie w oczy gdy dogonił ich Żyraf i wpadł prosto między nich.
- Żraaaf!- Jęknął a Karo się roześmiała. Zwierzak też zaczął się tarzać po trawie jeszcze miejscami skropioną przez rosę. Dobry nastrój udzielił się chyba wszystkim.

<Karo? Wybacz, że tak długo czekałaś i jest tak mało xd >